sobota, 9 listopada 2013

SYSTEM EMERYTALNY - pomysł

Kiedyś pomyślałem sobie o sposobie na naprawę systemu emerytalnego i jednocześnie na zwiększeniu liczby narodzin dzieci. Wpadł mi wtedy pewien pomysł, a mianowicie: wysokość emerytury byłaby nadal wyliczana jako procent od zarobków w jakimś okresie czasu, natomiast wysokość procentu uzależniłbym od tego, ile dana osoba ma dzieci.

 I tak:

- założyłbym tzw. bazę, od której ustalałbym procent emerytury. Moim zdaniem bazą tą powinno być dwoje dzieci w rodzinie. Dwoje dorosłych odchodzi na emeryturę dając jednocześnie państwu polskiemu dwoje dzieci jako podatników, którzy będą płacić w przyszłości na emeryturę m.in. swoich rodziców.
- najmniej przyznałbym tym, które nie mają dzieci, chyba że są to osoby bezpłodne
- rodzicom, którzy wychowali troje lub więcej dzieci przyznałbym najwyższy procent emerytury, ponieważ taka ilość dzieci jest to potężne obciążenie w budżecie rodzinnym, a jednocześnie dzieci te jak dorosną będą w większym stopniu wspomagać system emerytalny.

Dlaczego tak uważam?

Otóż, osoby, które nie zdecydowały się na dzieci, mają o niebo łatwiej. Całe zarobione pieniądze wydają na swoje zachcianki nie mając pojęcia, co to znaczy poświęcenie i wiele wyrzeczeń przy wychowaniu dzieci. Jednocześnie chcieliby duże emerytury nie dając nic w zamian, nie "dając" państwu podatników dzięki którym system emerytalny będzie stabilny. Zapracować na emeryturę można na wiele sposobów, ten jednak byłby moim zdaniem najuczciwszy.

środa, 23 października 2013

"Ratujmy Maluchy" - rządowy problem

Minął ponad rok od mojego ostatniego wpisu. Temat jest jednak aktualny, ponieważ nawiązuje do mojego ostatniego wpisu.Powstał projekt obywatelski, który medialnie rozkręcała pani Karolina Elbanowska. Zaangażowało się jednak wielu ludzi, którzy pomagali w akcji. Chodzi o referendum w sprawie m in. likwidacji nakazu posyłania 6-latków do szkoły. W II-giej połowie roku 2012 zebrano blisko milion podpisów pod Obywatelskim projektem ustawy, zakładającym całkowitą likwidację obowiązku szkolnego dla sześciolatków. Powstał wielki szum, który jest mocno nie w smak niemiłościwie nam panującemu rządowi. Grupka osób z Platformy Obywatelskiej wie lepiej od miliona osób, którzy podpisali się pod projektem, co jest dobre dla naszych dzieci. Mocno zalatuje tu pychą. Rząd podpiera się żenującą opinią o tym, że 90% rodziców którzy posłali swoje dzieci do szkoły w wieku 6-ciu lat,  jest z tego zadowolona. Jestem zszokowany tym, jak rząd z ministerstwem Edukacji Narodowej na czele manipuluje faktami. Podam przykład:

- Mamy powiedzmy 1000 rodzin z czego 10 rodzin puściło swoje dzieci do szkoły w wieku 6-ciu lat
- z tych 10-ciu rodzin 90% jest zadowolonych - czyli jest to 9 rodzin (1-na rodzina jest niezadowolona)

Podsumujmy:
9 rodzin jest zadowolonych z tego, że  posłali swoje dzieci do szkoły w wieku 6-ciu lat
991 rodzin chce puścić do szkoły dzieci w wieku 7 lat

Czy to nie jest chore?
Oto wypowiedź p. Elbanowskiej:
"Minister Szumilas nieraz deklaruje, że spotyka się z rodzicami z jakichś miejscowości, do których jeździ. Ale z rodzicami, którzy formułują konkretne pytania na temat działań ministerstwa, nie chce rozmawiać. Wiele osób próbowało zadać je za pośrednictwem profilu facebookowego MEN i pani minister, ale ich spokojne i merytoryczne wpisy zostały usunięte. Tym, którzy dopytywali, administrator poradził, by poszli na spacer"
Mam głęboką nadzieję że my Polacy rozliczymy w końcu rząd z tego w wyborach, które kiedyś nadejdą.

Mam nadzieję że dorzucimy jeszcze jedną cegiełkę:

Chodzi mi tu o zamach na nasze konta indywidualne w OFE!!!!
Gadanie ministra finansów, że to uratuje system emerytalny i budżet jest w połowie prawdą.
Nasze pieniądze z OFE uratują cztery litery pana ministra, ponieważ teraz uratuje On budżet, a o kolejne budżety będą martwili się inni ministrowie jak PO polegnie w wyborach.
Systemu emerytalnego to niestety nie uratuje.
Popiszę o tym innym razem.

poniedziałek, 18 czerwca 2012

EURO sobie a REFORMY sobie

Koko EURO spoko.......
Chce się powiedzieć: impreza wypaliła, nie ma żenady, słychać dużo pochwał, trochę gorzej wprawdzie z reprezentacją ale co tam. Polskie media w kółko: EURO tu, EURO tam.... .
Czegoś mi tu jednak brakowało, tylko nie wiedziałem dokładnie czego. Ale w końcu się domyśliłem. Brakowało mi innych informacji, jakichkolwiek. Wszędzie tylko EURO koko, EURO spoko.
Nasz rząd też sobie wziął do serca utwór zespołu "Jarzębina" - Koko EURO spoko i potraktował nas jak byśmy byli jakimś drobiem. Po cichutku wprowadza sobie ustawy i ma nadzieję że głupie polaczki nic nie zauważą.
14 czerwca. Termin pomiędzy meczem Polska-Rosja a meczem Polska-Czechy, więc mało medialny i nie sprzyjający nagłośnieniu dyskusji.
Tego dnia komisje sejmowe odrzuciły ustawę obywatelską "Sześciolatki do przedszkola". Szumnie zapowiadane prace nad projektem trwały dosłownie 5 minut!
Posłowie, którzy w lutym przed kamerami poparli dalsze prace, teraz nie chcieli rozmawiać o propozycji 347 tys. obywateli. Przedstawicielom Komitetu Inicjatywy Ustawodawczej, który przygotował ustawę obywatelską nawet nie udzielono głosu.  Prace ograniczyły się do 5 minut (13:05-13:10). Przed nami jeszcze ostatnie głosowanie w sejmie, ale jeśli termin głosowania ustalony zostanie przed finałem EURO, to kto wie, może media również tego nie nagłośnią.

A jednego gniota już uchwalili. Myślę tu o tzw. reformie emerytalnej....


Niedawno koalicja PO-PSL zawarła kompromis i wprowadziła w życie coś, co nazwała reformą, czyli sprawę - jak to określiła - wydłużenia wieku emerytalnego. Dla kobiet i mężczyzn ma on wynosić 67 lat. Żeby „osłodzić” koszty reformy, zdecydowano się wprowadzić emerytury częściowe w wysokości 50 proc. wypracowanego uposażenia. Będą mogli na nie przechodzić (patrz: będą zmuszani do przejścia przez pracodawców, lub przez życie) mężczyźni w wieku 65 lat i kobiety w wieku 62 lat.
Po pierwsze – o ile znam język polski – nie powinniśmy mówić o wydłużeniu wieku emerytalnego a o jego skróceniu, bo tak naprawdę rząd dąży do tego , aby skrócić nam wiek emerytalny, a wydłużyć czas pracy. Czyli mamy długo pracować i krótko brać emeryturę.
Tylko dziwi mnie jedno. Rząd nazywa to szumnie reformą emerytalną.
W erze bezrobocia dokładanie następnych rzesz bezrobotnych jest nielogiczne.
 Przecież najpierw należy:
        - zlikwidować bezrobocie,
        - stworzyć warunki rozwoju przedsiębiorczości,
        - ograniczyć umowy śmieciowe,
        - ograniczyć szarą strefę,
        - zlikwidować przywileje emerytalne,
        - podnieść poziom opieki zdrowotnej,
a przede wszystkim
        - umożliwić młodym ludziom start w dorosłe życie i zakładanie rodzin

Mamy horrendalne problemy z posłaniem dzieci do przedszkoli bo nie ma miejsc. Matki z trójką i więcej dzieci nie mogą przez to wrócić do pracy a rząd nic nie robi aby im pomóc. Jeśli ktoś uważa że można w Polsce przy jednej pensji i trójce dzieci odkładać na 3-ci filar to w twarz powiedziałbym mu że jest idiotą. 

A rząd swoje. Przekonuje, że dzięki wydłużeniu wieku emerytalnego przyszłe świadczenia będą wyższe. Jak będzie naprawdę, okaże się w momencie przechodzenia na emeryturę. Ale jednego jestem pewny. Wydłużenie wieku emerytalnego do 67 lat nie przyniesie absolutnie żadnych korzyści obywatelom. Takie matki, które wychowały trójkę i więcej dzieci (podatników) będą żyły w biedzie albo w nędzy. Nie twierdzę że wszystkie, ale mam duże obawy, że będzie to większość.
Takie postępowanie rządu opiera się na zasadzie "po nas choćby potop". Aby do końca kadencji, a potem... To już niech się kto inny martwi.

I na koniec może żart podsumowujący obie "reformy", co do których odniosłem się wyżej:


Synek pyta polskiego polityka:
- Tato, co to jest ta reforma?
Ojciec wziął wiadro ziemniaków, przerzucił ziemniaki z jednego wiadra do drugiego i powiada:
- Widzisz synku, to jest reforma.
- Tato, przecież nic się nie zmieniło. Było wiadro ziemniaków i jest wiadro ziemniaków.
- Masz rację synu. Ale ile przy tym hałasu.


środa, 7 marca 2012

Reforma emerytalna

Ostatnio "wpadł" mi do ręki artykuł opisujący cel wprowadzenia reformy emerytalnej, który jest bardzo bliski temu co ja czuję. Pozwolę sobie zacytować ten artykuł.

Prawdziwy cel „reformy” emerytalnej – Zbigniew Kuźmiuk
Aktualizacja: 2012-02-19 9:11 am

1. Minister Rostowski ma ostatnio „dobre” dni. A to „zamachnie” się na niezależność banku centralnego, żądając od jego prezesa wyasygnowania ponad 6 mld euro na pożyczkę dla Międzynarodowego Funduszu Walutowego, a to wpadnie w histerię na posiedzeniu Sejmu, kiedy posłowie wykażą jego niekompetencję, a to wreszcie wyjaśni publicznie prawdziwy cel proponowanego przez rząd Tuska, podniesienia wieku emerytalnego.

Rzeczywiście w audycji TOK FM szef resortu finansów odkrył się zupełnie i zauważył „żeby emerytura była godziwa, no to niestety- mówimy o przykrych rzeczach, ale jest to konieczne-przejście na emeryturę musi być na tyle późne, żeby oczekiwana przeciętna długość życia, nie była bardzo długa”.

Mówiąc prostszym językiem rząd Tuska wydłużając wiek emerytalny mężczyzn o 2 lata i kobiet o 7 lat, chce doprowadzić to tego aby po przejściu na emeryturę czas jej pobierania był możliwie jak najkrótszy.

2. Za komuny opowiadano taki makabryczny żart „emerycie popieraj partię czynem i umieraj przed terminem”. Minister Rostowski wypowiedział to wprawdzie łagodniejszymi słowami ale sens tej wypowiedzi jest ten sam.

Rzeczywiście podniesienie wieku emerytalnego mężczyzn do 67 lat przy oczekiwanej przeciętnej długości ich życia wynoszącej w Polsce niewiele ponad 71 lat doprowadzi do tego, że przeciętny Polak będzie cieszył się emeryturą zaledwie przez 4 lata.

W przypadku kobiet, gdzie przeciętna oczekiwana długość ich życia w Polsce wynosi niewiele ponad 79 lat, okres pobierania przez Polki emerytury będzie trochę dłuższy i wyniesie niewiele ponad 12 lat.

Jeżeli zestawimy te krótkie okresy pobierania świadczeń emerytalnych z długością czasu pracy wynoszącego po tych zmianach 40 lat i więcej, to płacenie przez ponad 40 lat składki emerytalnej, ma pozwolić tylko na od 4 do 12 lat pobierania emerytur.

Trudno się więc dziwić, że propozycja rządowa napotkała na ogromny społeczny opór. Związek zawodowy „Solidarność” zebrał blisko 1,4 mln podpisów pod wnioskiem o referendum w tej sprawie ale wszystko wskazuje na to, że rządząca większość mimo takiej ilości podpisów, ten wniosek jednak odrzuci.

3. Jest jeszcze kilka ważnych problemów związanych z podniesieniem wieku emerytalnego. Jednym z nich jest los osób które z różnych względów w wieku powyżej 50-60 lat stracą dotychczasową pracę. Trudno sobie wyobrazić aby były one w stanie szybko znaleźć nową pracę, co potwierdzają losy tzw. programu 50+, który został przyjęty przez tę koalicję PO-PSL już na początku 2009 roku.

Stwarzał on dodatkowe preferencje dla pracodawców zatrudniających pracowników w wieku powyżej 50 lat ale mimo zaangażowania w jego realizację zarówno pieniędzy budżetowych i jak i sporych środków z Europejskiego Funduszu Społecznego jego realizacja w ciągu prawie 3 lat, nie przyniosła spodziewanych efektów.

Pracownikom, którzy z jakiś względów stracą pracę w wieku powyżej 50 lat, będzie bardzo trudno podjąć ją na nowo, a czekanie kilkanaście lat na emeryturę, może być dla wielu okresem zbyt długim.

4. Kolejny problem to wynosząca ponad 2 mln osób armia obecnych bezrobotnych. W lutym tego roku poziom bezrobocia zbliży się do 14% czyli bez pracy będzie 2,2 mln ludzi z tego ponad połowa to długotrwale bezrobotni.

To bezrobocie specjalnie się nie zmniejsza mimo realizacji dużej ilości inwestycji infrastrukturalnych finansowanych z funduszy unijnych, a także sporych środków przeznaczanych na ten cel z Funduszu Pracy i Europejskiego Funduszu Społecznego.

Jest pewne, że wydłużenie wieku emerytalnego jeszcze bardziej zabetonuje rynek pracy dla ludzi młodych także tych z wyższym wykształceniem. Nieuchronnie spowoduje to kolejną falę ich emigracji za granicę, a to jeszcze bardziej pogorszy sytuację finansową systemu ubezpieczeń społecznych w Polsce.

Wszystko to więc wskazuje na to, że rząd che poprawić sytuację finansową w ubezpieczeniach emerytalnych tylko i wyłącznie skróceniem czasu pobierania świadczeń przez przyszłych emerytów. Minister Rostowski te zamiary rządu „subtelnie” przedstawił.

Zbigniew Kuźmiuk

Artykuł pochodzi z serwisu: http://www.bibula.com

wtorek, 7 lutego 2012

6-ciomiesięczna Madzia i moja irytacja

Ostatnio poruszyła mnie sprawa związana z nieszczęśliwym wypadkiem związanym z 6-miesięczną Magdą. Cała Polska tym żyła i żyje. Na początku sprawa porwania. A potem to nieszczęście z wypadkiem. Jestem zszokowany jedną rzeczą: nachalnością mediów. Od razu chcę zaznaczyć, myślę tu głównie o dziennikarzach TVN i TVN24 Ja rozumiem, że mamy media niezależne, ale takie rzeczy w głowie mi się nie mieściły. O ile w przypadku hipotezy związanej z porwaniem, to wiadomo, że sprawę trzeba było nagłośnić. Ale gdy wyszła sprawa nieszczęśliwego upadku dziecka, to takie wtargnięcie z butami w życie tych ludzi uważam za coś wręcz obrzydliwego. Przecież tą rodzinę dotknęło straszne nieszczęście. Ta rodzina, to nie tylko dziecko i jej rodzice. To również dziadkowie, kuzyni. To również inne dzieci które należą do tej rodziny. Ich wszystkich media już skazały. Dzieci będą wytykane palcami w szkole a dorośli w pracy i przez sąsiadów. Ludzie będą plotkowali o nich, oskarżali ich. Mam duże obawy, że doświadczą piekła na ziemi. Dlatego też nie dziwię się, że matka dziewczynki próbowała popełnić samobójstwo. Jak to wytrzymać? Toż to można oszaleć. A nawet, jeśli to nie był nieszczęśliwy wypadek to i tak rozgłos jest zbyt duży. Myślę że sprawę media nasze kochane powinny zostawić Policji. Sam byłem świadkiem tego, co się działo w pracy gdy gruchnęła wiadomość że dziecko zmarło w domu. Padały głównie oskarżenia pod adresem matki, bo zataiła sprawę. Ale czy Ona nie miała prawa być w szoku? Swoją próbą samobójstwa dowiodła, że nie widzi sensu dalszego życia. Jest wiele rzeczy, o których można mówić - chociażby reforma emerytalna. Ale to jest nie na rękę obecnej władzy w Parlamencie. Ja osobiście nie wyobrażam sobie sytuacji, w której na kasie w markecie będzie siedziała 66-letnia pani. Taka pani już napracowała się w życiu i najnormalniej ma prawo odpocząć na emeryturze. Ile w końcu żyją ludzie i jaka jest jakość życia w tym wieku? Ale media wolą sensację. I nie jest istotne ilu ludzi unieszczęśliwią przy okazji. Ważna jest oglądalność - za wszelką cenę.

sobota, 14 stycznia 2012

Sześciolatki do szkół (a może nie???)

Od dłuższego czasu z dużym niepokojem śledzę informacje w mediach odnośnie pomysłu posyłania do szkół naszych sześcioletnich dzieci. Budzi to moją irytację, oraz uczucie złości a przede wszystkim bezsilności.
W firmach Polskich i nie tylko na stanowiska kierownicze przyjmuje się ludzi kompetentnych, wykształconych, znających się na rzeczy, z odpowiednimi predyspozycjami. Przyjęta osoba przeważnie otrzymuje niezbędny pakiet szkoleń które ma odbyć. Takim - powiedzmy - Zarządem naszego narodu polskiego jest Parlament z Rządem na czele.
Mam BARDZO duże wątpliwości co do sposobu wyboru ludzi na stanowiska Ministrów. Przecież tu powinna zasiadać ELITA, ludzie o najwyższych kompetencjach.
A kto zasiada? .......
Bardzo często ignorancja ministrów aż kłuje w oczy. Siądzie sobie taki Pan/Pani Minister, który uważa, że zjadł wszystkie rozumy i wpada na "GENIALNY" pomysł: Skróćmy dzieciom dzieciństwo. Niech szybciej idą do pracy i płacą podatki. Co ciekawe, pomysł pani Katarzyny Hall (Ministra Edukacji) poparł rząd. Tzw. Reforma moim zdaniem totalnie rozwala i tak mocno kulawy system edukacji. Ja swoją przygodę ze szkołą rozpocząłem w roku 1977. W tym czasie, jak i w latach 80-tych poszczególne klasy we wszystkich szkołach podstawowych w całej Polsce miały identyczne książki i program był spójny. Dziecko np. w Warszawie i w wiosce w dowolnej części Polski korzystało z tych samych podręczników!!!
A teraz???
Mam synka, który obecnie chodzi do klasy 5-tej. W jego szkole w klasie 1-3 były dwa rodzaje podręczników. Przecież to CHORA sytuacja. Mamy teraz tyle różnych książek i wydawnictw. Panuje totalna „wolna amerykanka” w doborze podręczników.
Podam tu nieprawdopodobny przykład: dwa podręczniki do I klasy - w podstawie programowej pani minister zapisała, że dziecko poznaje zasady kaligrafii. Tylko że jedno wydawnictwo otworzyło brzuszki literce p i b, a inne zamknęło. Co za „Stevie Wonder” zatwierdził do użytku te podręczniki? I jakie zasady kaligrafii obowiązują?
Poziom nauczania jest mocno zróżnicowany w obrębie województwa, powiatu, a nawet gminy. A nasze „kochane” Ministerstwo serwuje nam nowego gniota. Poza kolejną KONIECZNĄ zmianą programu nauczania i pozbawieniem dzieci dzieciństwa sprawia, że wiele dzieci totalnie nieprzystosowanych jeszcze w tym wieku do systemu szkolnego będzie ZMUSZONYCH do wejścia w ten system. Szkoły w tej chwili ledwo przystosowane są do obecnej sytuacji a pakowane są w nową. Świetlice są przepełnione. W szkole mojego dziecka w świetlicy o powierzchni ok. 25-30 m kw. przebywa często ponad 30-40 dzieci. Harmider jest okropny. Moje dziecko ma dysleksję, więc ma duże problemy z czytaniem. Urodziło się 4-go stycznia i poszło do szkoły w wieku 7 lat i 8-miu miesięcy. Ze względu na jego dysleksję uważam, że ten wiek był minimalny do tego, aby odnalazł się w szkole. Teraz jest w 5-tej klasie, ale gdyby syn urodził się 5 dni wcześniej i proponowany system byłby wtedy wdrożony, to poszedłby on do szkoły w wieku 5 lat i 8 miesięcy i teraz byłby w 1-szej klasie gimnazjum. Podpierając się opinią psychologów i pedagogów z którymi mieliśmy i mamy styczność śmiem twierdzić, że dziecko moje zamknęłoby się w sobie i ta trauma silnie rzutowałaby na jego przyszłe kontakty z rówieśnikami i na dorosłe życie.
Ministerstwo jednak uparcie twierdzi, że system sprawdzi się i samorządy są gotowe na przyjęcie sześciolatków do szkół. Z chęcią nazwałbym to mocno kiepską bajką ale bajki kończą się dobrze, a ta sytuacja skończy się źle przede wszystkim dla naszych maluszków. W telewizji pokazywane są nieliczne szkoły przygotowane na przyjęcie tak małych dzieci (poza oczywiście samym systemem, podręcznikami itp…). Tylko co z resztą szkół podstawowych? Sytuacja jest opłakana. Ale kogo z naszego Zarządu (czyli rządu) to obchodzi.
Pod koniec roku 2011 w telewizji odbyła się debata w której wzięła udział wiceminister Edukacji (szkoda, że nie minister) która została pięknie „wypunktowana” przez stronę przeciwną puszczaniu sześciolatków do szkół. Działa strona www.ratujmaluchy.pl która pięknie angażuje się w walkę (to chyba dobre słowo) o prawdziwe dobro naszych dzieci. Na razie jestem optymistą i trzymam kciuki za tych którzy odważyli się mówić o tym otwarcie. POLSKA TO MY – nie politycy. To MY ich wybraliśmy i mamy prawo wymagać aby rządzili Polską kompetentnie. Dzieci, to nasza przyszłość, a nie ekonomia.
Powodzenia w wytrwałości!!!

poniedziałek, 21 listopada 2011

Wnuk (z punktu widzenia ojca dziecka)

Kim jest moje dziecko dla mojego teścia, jak wg mnie powinno to wyglądać:

Wnuk powinien być radością, szczęściem, nowym etapem w życiu dziadka / dziadków (dalej będę używał liczby mnogiej). Taki maleńki, bezbronny, ufny, do pogłaskania, przytulania, podziwiania, lecz nie do końca...ich.

Nie, bo jest dzieckiem ich dzieci...

Dziadkowie powinni kochać go z całego serca, przychylać nieba, powinni być dumni i zachwyceni każdym etapem rozwoju, tym bardziej że odpowiedzialność, wychowanie, opieka nie spoczywa na nich - dziadkach. Są z boku, nie na pierwszej linii frontu i - niestety - zdarza się, że przestaje im to odpowiadać. Zaczynają mieć wymagania, zaczynają porównywać, krytykować i pouczać - " ja to bym..." i - " za moich czasów..." . Przy okazji z zięcia wychodzą ukryte do tej pory wady, a może synowa / córka jakoś nie dorosła do roli ideału...

I tak rodzą się złe emocje, nieporozumienia, które dzielą rodzinę.

Tymczasem rola dziadków, rola ludzi znających życie, mających doświadczenie i wiedzę jest zupełnie inna. Nie powinna polegać na nauczaniu swoich dzieci, bo te
są już przecież dorosłe i ich czas przekazywania mądrości oraz wychowywania już minął.

Teraz ich zadaniem jest dać radość wnukowi (przy okazji sobie samym). Przychodzą wszak w odwiedziny do dziecka, niech więc poświęcą tylko jemu uwagę i swój czas. Niech zabiorą go na spacer do parku pozbierać żołędzie czy kasztany, niech pograją z nim w piłkę, czy po prostu niech pójdą na plac zabaw. Niech biegają z nim i śmieją się z nim.

I niech dużo rozmawiają, bo ono ma mnóstwo pytań. Niech opowiadają o świecie, który jest obok, niech uczą kolorów jesieni lub wiosny, niech czytają bajki i wymyślają nowe, niech oglądają zdjęcia, na których był "taki malutki", niech rysują pokraczne zwierzątka i wysokie zamki. Dzieci to uwielbiają.

Chwile aktywne spędzone z wnukiem procentują także dla nich. Mogą odkryć, że są jeszcze sprawni, potrzebni i mogą coś ważnego dać najbliższym i sobie.
Mogą wyjść naprzeciw światu, zapisać się na pływalnię, albo pojeździć rowerem. Czemu nie? Dobra energia, którą daje im wnuk, może otworzyć wiele możliwości i podsunąć wspaniałe pomysły także na siebie.

Dzięki takiej postawie wnuczek (wnuczka, wnuczki) będzie tęskniło za następną wizytą dziadków, a ich dorosłe dzieci (rodzice ich wnuka) będą wdzięczni za dawaną miłość i uzupełnienie luki wychowawczej, na którą zapracowani i często zabiegani (jak dziadkowie kiedyś) nie mają czasu.

Jakże byłoby pięknie i tak po ludzku, gdyby dziadkowie w stosunku do swoich dzieci żyli wg hasła:

"Pomagajmy ile sił swoim dzieciom, ale nie krytyką, to będziemy mieli wspaniałe wnuki i cudowną rodzinę"

Ojciec trójki dzieci, w tym 3-letnich bliźniaków.

sobota, 15 października 2011

Dziwna niemoc nowego rządu

Minął tydzień od wyborów parlamentarnych, a ja dziś słyszę w mediach szumne słowa: "nowy rząd", "dajcie okrzepnąć nowemu rządowi".

Jaki NOWY RZĄD, pytam się???

Przecież to będzie ta sama koalicja: PO - PSL, więc o co chodzi? Wydaje mi się, że w tym wypadku jeśli nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o władzę i pieniądze.
Z drugiej strony - jeśli coś nie grało to czemu premier czekał do wyborów, a nie zmieniał składu na bieżąco? A teraz hasła "Nowy rząd". Nie wiem, czy to bardziej śmieszne, czy może raczej żałosne? Przecież rząd de facto jest ten sam!!! Będą tylko roszady personalne. Żeby partia PIS miała innego prezesa, to obecny premier "padłby z wrażenia" po ogłoszeniu wyników 9-go października. PO przegrałaby wtedy z kretesem. A może nie? Może też sobie doskonale zdaje z tego sprawę? W końcu udawanie, że wszystko jest OK należy do codzienności polityków.
Ale Polacy nie są głupi. Widzą i śmieją się z tego. Tylko że wielu w Polsce nie wierzy, że w polityce zmieni się coś na lepsze. I w tym - niestety - siła polityków.
Trochę to smutne ....

poniedziałek, 10 października 2011

I po WYBORACH...

Stało się! Mamy nowych starych zwycięzców.
Platforma Obywatelska ma się z czego cieszyć. Ale czy aby na pewno?
Wielu, wielu moich znajomych mówiło, że boi się polityki uprawianej przez lidera PIS i dlatego wybrało "mniejsze zło" czyli PO.
Jestem głęboko przekonany, że gdyby przewodniczącym partii była inna osoba, to PIS pogrążyłby PO. Jestem bardzo ciekawy, jaki byłby wynik ankiety przeprowadzonej wśród polaków na ten temat.
Ja osobiście podziwiałem ludzi, którzy "wyszli" z PIS i utworzyli partię PJN (poza oczywiście panią Joanną Kluzik-Rostkowską), dlatego na nich zagłosowałem.
Może w ciągu najbliższych 4 lat Partia PIS pójdzie po rozum do głowy i wybierze lidera, który poprowadzi PIS do zwycięstwa, bo z obecnym - moim zdaniem - nie ma szans.

niedziela, 25 września 2011

Wybory

Niedługo wybory....
Do tej pory zawsze miałem sprecyzowane poglądy i wybraną partię. Na chwilę obecną jednak mam problem czy też może bardziej - dylemat.
No bo jak ja widzę naszą scenę polityczną:
1. PO
Ostatnio głosowałem na PO. Ale partia ta BAAARDZO mnie rozczarowała. Najbardziej dwiema rzeczami:
- edukacja i zmuszenie aby 6-cio letnie dzieci szły do szkoły (mam bliźniaki 2.5 letnie)
- strasznie duże zamieszanie spowodowane przesunięciem znacznej części składki emerytalnej z OFE na tzw. nowo utworzone specjalne subkonto prowadzone przez ZUS. Moim zdaniem jest to zamach na moje pieniądze.
Tym razem więc Platforma Obywatelska odpada
2. PIS
Pamiętam czasy, kiedy ta partia rządziła i byłem porażony tymi intrygami, inwigilacją ludzi, sztucznymi aferami, itp. Miałem wrażenie, że żyję w państwie policyjnym. Obawiam się, że mogłyby wrócić te czasy, gdyby partia PIS wygrała wybory.
Poza tym Partia PIS umorzyła dług partii Porozumienie Centrum (ok. 700 tyś złotych) a wiadomo, kto rządził partią PC...
Na Prawo i Sprawiedliwość więc też nie zagłosuję
3. PSL
Mam wrażenie, że partia ta tylko dlatego utrzymuje się w Parlamencie, że walczy o to aby został KRUS. Wszyscy rolnicy, którzy są na KRUS-ie i nie tylko, bo również inni przedsiębiorcy, taksówkarze itp. opłacający KRUS na pewno zagłosują na PSL. A moim zdaniem jest to niesprawiedliwe.
Więc Polskie Stronnictwo Ludowe odpada.

Pozostaje PJN, Ruch Palikota no i SLD. I co wybrać?
Mam wrażenie, że znów jestem manipulowany.
Spróbuję więc trochę pofantazjować:
Załóżmy, że partia PIS chce rządzić w Polsce. Ale potrzebne są głosy nas, wyborców. Więc partia myśli sobie:
"jak zdobyć głosy?
Możliwa odpowiedź.
"Spróbujmy utworzyć nową partię"
I z małej zadymy powstaje PJN. Ale coś nie wychodzi. Partia balansuje na krawędzi progu wyborczego i pani Joannie Kluzik-Rostkowskiej puszczają nerwy. Ale o tym później. Partia ta ma szansę wejść do sejmu, bo w Polsce jest wielu ludzi zawiedzionych. Jedni mogą myśleć że ktoś w końcu sprzeciwił się prezesowi PIS i zagłosują na PJN. Ale co, jeśli jest to manipulacja, jeśli PIS walczy o dodatkowe głosy mając dwie partie w wyborach?

Może PO zrobiła ten sam myczek i odpaliła Ruch Palikota?

JA SZANUJĘ SIEBIE, MÓJ GŁOS I MOJE PAŃSTWO, DLATEGO PÓJDĘ NA NAJBLIŻSZE WYBORY I ODDAM GŁOS!
Ale jestem skłonny oddać głos na partię spoza układu, który jest promowany przez media.
Pani Kluzik-Rostkowska zachowała się bardzo typowo. Dla mnie jest to jaskrawy przykład tzw. kiełbasy wyborczej - nieważne z jakiej partii, byle tylko w parlamencie. Żeby ta pani kandydowała w moim regionie to namawiałbym wszystkich znajomych do zbojkotowania jej kandydatury.
A tak - pozostaje tylko niesmak co do poczynań tej pani, ale też do zachowania Platformy Obywatelskiej, że przyjęła panią Kluzik-Rostkowską do siebie.
Zainteresowała mnie więc strona: www.niedlapsakielbasa.pl

Może to jest alternatywa?

niedziela, 28 sierpnia 2011

KOŚCIÓŁ a dzieci

W zakładce "Z dzieckiem do KOŚCIOŁA" w menu bocznym postanowiłem zamieścić wywiad przeprowadzony z jednym z księży należącym do parafii Rzymsko-Katolickiej.
Przytoczę cytat:
"A gdy chodzi o rozrabianie dzieci, na pewno trzeba mieć na względzie innych uczestników liturgii. Jeśli się zdarzy, że dziecko zacznie marudzić i krzyczeć, to najlepszym rozwiązaniem jest schronić się w zakrystii lub przedsionku kościoła."
(koniec cytatu).
Jestem ojcem 2.5-letnich bliźniaków i powiem szczerze, ludzie którzy powinni być miłosierni, bo do tego namawia kościół, na mszy zachowują się bardzo egoistycznie. Te spojrzenia na mszy, bo jak dziecko śmie przejść się po kościele (chodzenie przecież nie jest głośne), te reakcje po mszy kiedy podchodzą i mówią, że nie powinniśmy zabierać dzieci bo nie stoją, czy nie siedzą spokojnie a przejdą sie nawet nie hałasująć. Żeby tylko. Sam niedawno słyszałem jak ksiądz grzmiał z ambony, aby wyprowadzono z kościoła dziecko, które płakało (rodzic już z nim wychodził, ale ksiądz chyba tego nie widział). Wtedy "kopara mi opadła".
Trzy tygodnie temu poszliśmy do kościoła, ale stanęliśmy przed kościołem, aby nie wkurzać tych "miłosiernych" katolików, i po chwili przybyło jeszcze 6 rodzin z małymi dziećmi. Wszyscy stali przed kościołem. To było smutne. Człowiek może zwątpić. Zwątpić w wiarę, w ludzi, w zwykłe zrozumienie. Chce być blisko Boga, a musi krążyć wokół kościoła jak jakiś trędowaty, odszczepieniec, bo boi się wejść do środka.
Czy też macie podobne przypadki?

sobota, 27 sierpnia 2011

Trochę o polityce

Czy doczekamy się kodeksu postępowania dla polityków?

Autorem artykułu jest Tomasz Bar



Przy okazji różnych wyborów, czy to parlamentarnych czy samorządowych, pojawiają się głosy nad tym kto powinien startować w takich wyborach.
Przy okazji różnych wyborów, czy to parlamentarnych czy samorządowych, pojawiają się głosy nad tym kto powinien startować w takich wyborach.

Władza to pokusa, każdy się z tym zgodzi.
Nie tylko pod względem gratyfikacji pieniężnych, ale również innych przywilejów władzy jak samochód służbowy, pieniądze na biuro, immunitet itp. Poza tym po zakończeniu kariery w polityce łatwiej o zdobycie innej posady przy wykorzystaniu nawiązanych znajomości.

Do polityki przekonują się coraz częściej nawet aktorzy czy biznesmeni, np. w PIS lider Budki Suflera Krzysztof Cugowski, w szeregach PO Janusz Palikot, znany biznesmen, właściciel spółki Polmos Lublin, która w ubiegłym roku zadebiutowała na GPW. Spośród sportowców: Radosław Majdan – bramkarz, były partner Dody Elektrody, Iwona Guzowska - mistrzyni świata w kick boxingu. Polityka pociąga również byłą Miss Polonię.

Niepokoić może jednak to, że do polityki trafiają również osoby o podejrzanej przeszłości.
O ile można zrozumieć aktorów czy sportowców, że mogą szukać nowych wyzwań i pewnego prestiżu to czego szukają osoby z wyrokami? Czy ktoś, kto ma na sumieniu wyrok np. za malwersacje finansowe, powinien mieć szansę na ubieganie się o fotel burmistrza?
Sprawowana funkcja wiąże się przecież z odpowiedzialnością za finanse miasta, gminy itp.

Polacy są coraz bardziej zniesmaczeni polityką w obecnym wydaniu.
Co będzie, jeśli dostaną się do niej ludzie przypadkowi lub pospolici kryminaliści?

Konieczne jest, moim zdaniem wprowadzenie jasnych zasad określających, kto może się angażować w politykę?
Czy naprawdę brakuje ludzi uczciwych, którzy chcieliby wziąć sprawy w swoje ręce?
Czy nie jest czasem tak, że polityka nawet ta na niższym szczeblu, ma opinię mało przejrzystej, uwikłanej w różne układy i polegającej na obsadzaniu stanowisk przypadkowymi ludźmi?
Jeśli tak, to trudno się potem dziwić licznym aferom i nadużyciom w samorządach.

Moim zdaniem do polityki powinny iść osoby o nieskazitelnej opinii i niezależne finansowo.
Mające stosowne wykształcenie i kompetencje do sprawowania funkcji.

W Polsce polityka kojarzy się zbyt często z dobrym uposażeniem, a małą ilością pracy i znikomą odpowiedzialnością. Trudno się dziwić fatalnym efektom decyzji podejmowanych przez osoby piastujące swoje stanowiska bardziej z przypadku niż z powołania.
Czy naprawdę nic się nie da w powyższej sprawie zrobić? Może jednak warto podjąć próbę jasnego określenia, kto może a kto nie powinien startować w wyborach.

Myślę, że dobrym rozwiązaniem, choć dość kosztownym, byłyby częstsze wybory wzorem Stanów Zjednoczonych. Tam wybory do odpowiednika naszego sejmu odbywają się co dwa lata. Jednym z głównym powodów tak częstych kampanii i wyborów jest dbałość o wyborców. Kandydaci wybrani w wyborach mają dwa lata na to, aby swoimi działaniami udowodnić, że zostali słusznie wybrani.
W przeciwnym razie mogliby często zapomnieć co obiecywali w kampanii mając zagwarantowane ciepłe posadki na 4 lata. Nie przez przypadek w Polsce zwykle każdy rząd ma dobry pierwszy rok po wyborach, gdy unosi się na fali zwycięstwa i obietnic. Gorzej jest potem, o finale już nie wspominając.
Pewność stanowiska usypia i rozleniwia. Mając perspektywę wyborów co dwa lata politycy nie mieliby chwili oddechu i cały czas musieliby spełniać oczekiwania wyborców. W razie potknięć chętnych na ich miejsce z pewnością by nie zabrakło.

Gdy kiedyś natknąłem się na dyskusję na temat etyki w polityce, często daleko było do panującej atmosfery awantur koalicyjnych, afer i wzajemnego obrzucania się błotem.
Czas mija, a prawdziwego kodeksu dla polityków nie ma.
Kodeksu nie w luźnej formie, a w formie konkretnych zapisów.

Polecam odwiedzić poniższą stronę:
KODEKS DOBREGO POLITYKA
http://ww2.tvp.pl/2773,20050612214109.strona
---

http://www.FinanseOsobiste.pl


Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

piątek, 26 sierpnia 2011

Życie codzienne - początek

No to od czegoś wypadałoby zacząć .....
Ciekawi mnie to co dzieje się w naszym państwie. Często jednak potem przychodzi irytacja, czasem wstyd. Wielu polityków zachowuje się autorytatywnie.
Kampania się rozkręca i już wciskają nam "Kiełbasę Wyborczą". Jedni bawią się w Zespół Pieśni i Tańca, który przeważnie staje się kiepską kapelą podwórkową. Inni chcą debat, których chyba jednak nie chcą. Mam nadzieję, że moje zdanie odnośnie debat jest spójne ze zdaniem wielu internautów. Moim zdaniem osoby które chcą się spotkać, powinny po prostu się spotkać, a nie wymyślać niestworzone historie udowadniając, że nie mogą przyjść, albo że przyjść nie chcą bo są niepoważnie traktowani. W ten sposób nasi -bądź co bądź - przedstawiciele robią sobie z nas Polaków, za przeproszeniem, jaja. Jako obywatel polski wstydzę się za nich. Nie mam zamiaru głosować na Partię Polityczną, która boi się debaty (nie jestem jednak za PO po tym, jak zmniejszyli składkę do OFE i nakazali 6-latkom iść do szkoły).