Ostatnio "wpadł" mi do ręki artykuł opisujący cel wprowadzenia reformy emerytalnej, który jest bardzo bliski temu co ja czuję. Pozwolę sobie zacytować ten artykuł.
Prawdziwy cel „reformy” emerytalnej – Zbigniew Kuźmiuk
Aktualizacja: 2012-02-19 9:11 am
1. Minister Rostowski ma ostatnio „dobre” dni. A to „zamachnie” się na niezależność banku centralnego, żądając od jego prezesa wyasygnowania ponad 6 mld euro na pożyczkę dla Międzynarodowego Funduszu Walutowego, a to wpadnie w histerię na posiedzeniu Sejmu, kiedy posłowie wykażą jego niekompetencję, a to wreszcie wyjaśni publicznie prawdziwy cel proponowanego przez rząd Tuska, podniesienia wieku emerytalnego.
Rzeczywiście w audycji TOK FM szef resortu finansów odkrył się zupełnie i zauważył „żeby emerytura była godziwa, no to niestety- mówimy o przykrych rzeczach, ale jest to konieczne-przejście na emeryturę musi być na tyle późne, żeby oczekiwana przeciętna długość życia, nie była bardzo długa”.
Mówiąc prostszym językiem rząd Tuska wydłużając wiek emerytalny mężczyzn o 2 lata i kobiet o 7 lat, chce doprowadzić to tego aby po przejściu na emeryturę czas jej pobierania był możliwie jak najkrótszy.
2. Za komuny opowiadano taki makabryczny żart „emerycie popieraj partię czynem i umieraj przed terminem”. Minister Rostowski wypowiedział to wprawdzie łagodniejszymi słowami ale sens tej wypowiedzi jest ten sam.
Rzeczywiście podniesienie wieku emerytalnego mężczyzn do 67 lat przy oczekiwanej przeciętnej długości ich życia wynoszącej w Polsce niewiele ponad 71 lat doprowadzi do tego, że przeciętny Polak będzie cieszył się emeryturą zaledwie przez 4 lata.
W przypadku kobiet, gdzie przeciętna oczekiwana długość ich życia w Polsce wynosi niewiele ponad 79 lat, okres pobierania przez Polki emerytury będzie trochę dłuższy i wyniesie niewiele ponad 12 lat.
Jeżeli zestawimy te krótkie okresy pobierania świadczeń emerytalnych z długością czasu pracy wynoszącego po tych zmianach 40 lat i więcej, to płacenie przez ponad 40 lat składki emerytalnej, ma pozwolić tylko na od 4 do 12 lat pobierania emerytur.
Trudno się więc dziwić, że propozycja rządowa napotkała na ogromny społeczny opór. Związek zawodowy „Solidarność” zebrał blisko 1,4 mln podpisów pod wnioskiem o referendum w tej sprawie ale wszystko wskazuje na to, że rządząca większość mimo takiej ilości podpisów, ten wniosek jednak odrzuci.
3. Jest jeszcze kilka ważnych problemów związanych z podniesieniem wieku emerytalnego. Jednym z nich jest los osób które z różnych względów w wieku powyżej 50-60 lat stracą dotychczasową pracę. Trudno sobie wyobrazić aby były one w stanie szybko znaleźć nową pracę, co potwierdzają losy tzw. programu 50+, który został przyjęty przez tę koalicję PO-PSL już na początku 2009 roku.
Stwarzał on dodatkowe preferencje dla pracodawców zatrudniających pracowników w wieku powyżej 50 lat ale mimo zaangażowania w jego realizację zarówno pieniędzy budżetowych i jak i sporych środków z Europejskiego Funduszu Społecznego jego realizacja w ciągu prawie 3 lat, nie przyniosła spodziewanych efektów.
Pracownikom, którzy z jakiś względów stracą pracę w wieku powyżej 50 lat, będzie bardzo trudno podjąć ją na nowo, a czekanie kilkanaście lat na emeryturę, może być dla wielu okresem zbyt długim.
4. Kolejny problem to wynosząca ponad 2 mln osób armia obecnych bezrobotnych. W lutym tego roku poziom bezrobocia zbliży się do 14% czyli bez pracy będzie 2,2 mln ludzi z tego ponad połowa to długotrwale bezrobotni.
To bezrobocie specjalnie się nie zmniejsza mimo realizacji dużej ilości inwestycji infrastrukturalnych finansowanych z funduszy unijnych, a także sporych środków przeznaczanych na ten cel z Funduszu Pracy i Europejskiego Funduszu Społecznego.
Jest pewne, że wydłużenie wieku emerytalnego jeszcze bardziej zabetonuje rynek pracy dla ludzi młodych także tych z wyższym wykształceniem. Nieuchronnie spowoduje to kolejną falę ich emigracji za granicę, a to jeszcze bardziej pogorszy sytuację finansową systemu ubezpieczeń społecznych w Polsce.
Wszystko to więc wskazuje na to, że rząd che poprawić sytuację finansową w ubezpieczeniach emerytalnych tylko i wyłącznie skróceniem czasu pobierania świadczeń przez przyszłych emerytów. Minister Rostowski te zamiary rządu „subtelnie” przedstawił.
Zbigniew Kuźmiuk
Artykuł pochodzi z serwisu: http://www.bibula.com
"W porównaniu ze środowiskiem, które nas otacza, harmonijną przyrodą, w której istnieje niezachwiana równowaga - codzienne życie ludzkie wydaje się być niezmiernie niepoukładane, pełne zbyt wielu pochopnych decyzji i nieprzemyślanych słów.
środa, 7 marca 2012
wtorek, 7 lutego 2012
6-ciomiesięczna Madzia i moja irytacja
Ostatnio poruszyła mnie sprawa związana z nieszczęśliwym wypadkiem związanym z 6-miesięczną Magdą. Cała Polska tym żyła i żyje. Na początku sprawa porwania. A potem to nieszczęście z wypadkiem. Jestem zszokowany jedną rzeczą: nachalnością mediów. Od razu chcę zaznaczyć, myślę tu głównie o dziennikarzach TVN i TVN24 Ja rozumiem, że mamy media niezależne, ale takie rzeczy w głowie mi się nie mieściły. O ile w przypadku hipotezy związanej z porwaniem, to wiadomo, że sprawę trzeba było nagłośnić. Ale gdy wyszła sprawa nieszczęśliwego upadku dziecka, to takie wtargnięcie z butami w życie tych ludzi uważam za coś wręcz obrzydliwego. Przecież tą rodzinę dotknęło straszne nieszczęście. Ta rodzina, to nie tylko dziecko i jej rodzice. To również dziadkowie, kuzyni. To również inne dzieci które należą do tej rodziny. Ich wszystkich media już skazały. Dzieci będą wytykane palcami w szkole a dorośli w pracy i przez sąsiadów. Ludzie będą plotkowali o nich, oskarżali ich. Mam duże obawy, że doświadczą piekła na ziemi. Dlatego też nie dziwię się, że matka dziewczynki próbowała popełnić samobójstwo. Jak to wytrzymać? Toż to można oszaleć. A nawet, jeśli to nie był nieszczęśliwy wypadek to i tak rozgłos jest zbyt duży. Myślę że sprawę media nasze kochane powinny zostawić Policji. Sam byłem świadkiem tego, co się działo w pracy gdy gruchnęła wiadomość że dziecko zmarło w domu. Padały głównie oskarżenia pod adresem matki, bo zataiła sprawę. Ale czy Ona nie miała prawa być w szoku? Swoją próbą samobójstwa dowiodła, że nie widzi sensu dalszego życia. Jest wiele rzeczy, o których można mówić - chociażby reforma emerytalna. Ale to jest nie na rękę obecnej władzy w Parlamencie. Ja osobiście nie wyobrażam sobie sytuacji, w której na kasie w markecie będzie siedziała 66-letnia pani. Taka pani już napracowała się w życiu i najnormalniej ma prawo odpocząć na emeryturze. Ile w końcu żyją ludzie i jaka jest jakość życia w tym wieku? Ale media wolą sensację. I nie jest istotne ilu ludzi unieszczęśliwią przy okazji. Ważna jest oglądalność - za wszelką cenę.
sobota, 14 stycznia 2012
Sześciolatki do szkół (a może nie???)
Od dłuższego czasu z dużym niepokojem śledzę informacje w mediach odnośnie pomysłu posyłania do szkół naszych sześcioletnich dzieci. Budzi to moją irytację, oraz uczucie złości a przede wszystkim bezsilności.
W firmach Polskich i nie tylko na stanowiska kierownicze przyjmuje się ludzi kompetentnych, wykształconych, znających się na rzeczy, z odpowiednimi predyspozycjami. Przyjęta osoba przeważnie otrzymuje niezbędny pakiet szkoleń które ma odbyć. Takim - powiedzmy - Zarządem naszego narodu polskiego jest Parlament z Rządem na czele.
Mam BARDZO duże wątpliwości co do sposobu wyboru ludzi na stanowiska Ministrów. Przecież tu powinna zasiadać ELITA, ludzie o najwyższych kompetencjach.
A kto zasiada? .......
Bardzo często ignorancja ministrów aż kłuje w oczy. Siądzie sobie taki Pan/Pani Minister, który uważa, że zjadł wszystkie rozumy i wpada na "GENIALNY" pomysł: Skróćmy dzieciom dzieciństwo. Niech szybciej idą do pracy i płacą podatki. Co ciekawe, pomysł pani Katarzyny Hall (Ministra Edukacji) poparł rząd. Tzw. Reforma moim zdaniem totalnie rozwala i tak mocno kulawy system edukacji. Ja swoją przygodę ze szkołą rozpocząłem w roku 1977. W tym czasie, jak i w latach 80-tych poszczególne klasy we wszystkich szkołach podstawowych w całej Polsce miały identyczne książki i program był spójny. Dziecko np. w Warszawie i w wiosce w dowolnej części Polski korzystało z tych samych podręczników!!!
A teraz???
Mam synka, który obecnie chodzi do klasy 5-tej. W jego szkole w klasie 1-3 były dwa rodzaje podręczników. Przecież to CHORA sytuacja. Mamy teraz tyle różnych książek i wydawnictw. Panuje totalna „wolna amerykanka” w doborze podręczników.
Podam tu nieprawdopodobny przykład: dwa podręczniki do I klasy - w podstawie programowej pani minister zapisała, że dziecko poznaje zasady kaligrafii. Tylko że jedno wydawnictwo otworzyło brzuszki literce p i b, a inne zamknęło. Co za „Stevie Wonder” zatwierdził do użytku te podręczniki? I jakie zasady kaligrafii obowiązują?
Poziom nauczania jest mocno zróżnicowany w obrębie województwa, powiatu, a nawet gminy. A nasze „kochane” Ministerstwo serwuje nam nowego gniota. Poza kolejną KONIECZNĄ zmianą programu nauczania i pozbawieniem dzieci dzieciństwa sprawia, że wiele dzieci totalnie nieprzystosowanych jeszcze w tym wieku do systemu szkolnego będzie ZMUSZONYCH do wejścia w ten system. Szkoły w tej chwili ledwo przystosowane są do obecnej sytuacji a pakowane są w nową. Świetlice są przepełnione. W szkole mojego dziecka w świetlicy o powierzchni ok. 25-30 m kw. przebywa często ponad 30-40 dzieci. Harmider jest okropny. Moje dziecko ma dysleksję, więc ma duże problemy z czytaniem. Urodziło się 4-go stycznia i poszło do szkoły w wieku 7 lat i 8-miu miesięcy. Ze względu na jego dysleksję uważam, że ten wiek był minimalny do tego, aby odnalazł się w szkole. Teraz jest w 5-tej klasie, ale gdyby syn urodził się 5 dni wcześniej i proponowany system byłby wtedy wdrożony, to poszedłby on do szkoły w wieku 5 lat i 8 miesięcy i teraz byłby w 1-szej klasie gimnazjum. Podpierając się opinią psychologów i pedagogów z którymi mieliśmy i mamy styczność śmiem twierdzić, że dziecko moje zamknęłoby się w sobie i ta trauma silnie rzutowałaby na jego przyszłe kontakty z rówieśnikami i na dorosłe życie.
Ministerstwo jednak uparcie twierdzi, że system sprawdzi się i samorządy są gotowe na przyjęcie sześciolatków do szkół. Z chęcią nazwałbym to mocno kiepską bajką ale bajki kończą się dobrze, a ta sytuacja skończy się źle przede wszystkim dla naszych maluszków. W telewizji pokazywane są nieliczne szkoły przygotowane na przyjęcie tak małych dzieci (poza oczywiście samym systemem, podręcznikami itp…). Tylko co z resztą szkół podstawowych? Sytuacja jest opłakana. Ale kogo z naszego Zarządu (czyli rządu) to obchodzi.
Pod koniec roku 2011 w telewizji odbyła się debata w której wzięła udział wiceminister Edukacji (szkoda, że nie minister) która została pięknie „wypunktowana” przez stronę przeciwną puszczaniu sześciolatków do szkół. Działa strona www.ratujmaluchy.pl która pięknie angażuje się w walkę (to chyba dobre słowo) o prawdziwe dobro naszych dzieci. Na razie jestem optymistą i trzymam kciuki za tych którzy odważyli się mówić o tym otwarcie. POLSKA TO MY – nie politycy. To MY ich wybraliśmy i mamy prawo wymagać aby rządzili Polską kompetentnie. Dzieci, to nasza przyszłość, a nie ekonomia.
Powodzenia w wytrwałości!!!
W firmach Polskich i nie tylko na stanowiska kierownicze przyjmuje się ludzi kompetentnych, wykształconych, znających się na rzeczy, z odpowiednimi predyspozycjami. Przyjęta osoba przeważnie otrzymuje niezbędny pakiet szkoleń które ma odbyć. Takim - powiedzmy - Zarządem naszego narodu polskiego jest Parlament z Rządem na czele.
Mam BARDZO duże wątpliwości co do sposobu wyboru ludzi na stanowiska Ministrów. Przecież tu powinna zasiadać ELITA, ludzie o najwyższych kompetencjach.
A kto zasiada? .......
Bardzo często ignorancja ministrów aż kłuje w oczy. Siądzie sobie taki Pan/Pani Minister, który uważa, że zjadł wszystkie rozumy i wpada na "GENIALNY" pomysł: Skróćmy dzieciom dzieciństwo. Niech szybciej idą do pracy i płacą podatki. Co ciekawe, pomysł pani Katarzyny Hall (Ministra Edukacji) poparł rząd. Tzw. Reforma moim zdaniem totalnie rozwala i tak mocno kulawy system edukacji. Ja swoją przygodę ze szkołą rozpocząłem w roku 1977. W tym czasie, jak i w latach 80-tych poszczególne klasy we wszystkich szkołach podstawowych w całej Polsce miały identyczne książki i program był spójny. Dziecko np. w Warszawie i w wiosce w dowolnej części Polski korzystało z tych samych podręczników!!!
A teraz???
Mam synka, który obecnie chodzi do klasy 5-tej. W jego szkole w klasie 1-3 były dwa rodzaje podręczników. Przecież to CHORA sytuacja. Mamy teraz tyle różnych książek i wydawnictw. Panuje totalna „wolna amerykanka” w doborze podręczników.
Podam tu nieprawdopodobny przykład: dwa podręczniki do I klasy - w podstawie programowej pani minister zapisała, że dziecko poznaje zasady kaligrafii. Tylko że jedno wydawnictwo otworzyło brzuszki literce p i b, a inne zamknęło. Co za „Stevie Wonder” zatwierdził do użytku te podręczniki? I jakie zasady kaligrafii obowiązują?
Poziom nauczania jest mocno zróżnicowany w obrębie województwa, powiatu, a nawet gminy. A nasze „kochane” Ministerstwo serwuje nam nowego gniota. Poza kolejną KONIECZNĄ zmianą programu nauczania i pozbawieniem dzieci dzieciństwa sprawia, że wiele dzieci totalnie nieprzystosowanych jeszcze w tym wieku do systemu szkolnego będzie ZMUSZONYCH do wejścia w ten system. Szkoły w tej chwili ledwo przystosowane są do obecnej sytuacji a pakowane są w nową. Świetlice są przepełnione. W szkole mojego dziecka w świetlicy o powierzchni ok. 25-30 m kw. przebywa często ponad 30-40 dzieci. Harmider jest okropny. Moje dziecko ma dysleksję, więc ma duże problemy z czytaniem. Urodziło się 4-go stycznia i poszło do szkoły w wieku 7 lat i 8-miu miesięcy. Ze względu na jego dysleksję uważam, że ten wiek był minimalny do tego, aby odnalazł się w szkole. Teraz jest w 5-tej klasie, ale gdyby syn urodził się 5 dni wcześniej i proponowany system byłby wtedy wdrożony, to poszedłby on do szkoły w wieku 5 lat i 8 miesięcy i teraz byłby w 1-szej klasie gimnazjum. Podpierając się opinią psychologów i pedagogów z którymi mieliśmy i mamy styczność śmiem twierdzić, że dziecko moje zamknęłoby się w sobie i ta trauma silnie rzutowałaby na jego przyszłe kontakty z rówieśnikami i na dorosłe życie.
Ministerstwo jednak uparcie twierdzi, że system sprawdzi się i samorządy są gotowe na przyjęcie sześciolatków do szkół. Z chęcią nazwałbym to mocno kiepską bajką ale bajki kończą się dobrze, a ta sytuacja skończy się źle przede wszystkim dla naszych maluszków. W telewizji pokazywane są nieliczne szkoły przygotowane na przyjęcie tak małych dzieci (poza oczywiście samym systemem, podręcznikami itp…). Tylko co z resztą szkół podstawowych? Sytuacja jest opłakana. Ale kogo z naszego Zarządu (czyli rządu) to obchodzi.
Pod koniec roku 2011 w telewizji odbyła się debata w której wzięła udział wiceminister Edukacji (szkoda, że nie minister) która została pięknie „wypunktowana” przez stronę przeciwną puszczaniu sześciolatków do szkół. Działa strona www.ratujmaluchy.pl która pięknie angażuje się w walkę (to chyba dobre słowo) o prawdziwe dobro naszych dzieci. Na razie jestem optymistą i trzymam kciuki za tych którzy odważyli się mówić o tym otwarcie. POLSKA TO MY – nie politycy. To MY ich wybraliśmy i mamy prawo wymagać aby rządzili Polską kompetentnie. Dzieci, to nasza przyszłość, a nie ekonomia.
Powodzenia w wytrwałości!!!
poniedziałek, 21 listopada 2011
Wnuk (z punktu widzenia ojca dziecka)
Kim jest moje dziecko dla mojego teścia, jak wg mnie powinno to wyglądać:
Wnuk powinien być radością, szczęściem, nowym etapem w życiu dziadka / dziadków (dalej będę używał liczby mnogiej). Taki maleńki, bezbronny, ufny, do pogłaskania, przytulania, podziwiania, lecz nie do końca...ich.
Nie, bo jest dzieckiem ich dzieci...
Dziadkowie powinni kochać go z całego serca, przychylać nieba, powinni być dumni i zachwyceni każdym etapem rozwoju, tym bardziej że odpowiedzialność, wychowanie, opieka nie spoczywa na nich - dziadkach. Są z boku, nie na pierwszej linii frontu i - niestety - zdarza się, że przestaje im to odpowiadać. Zaczynają mieć wymagania, zaczynają porównywać, krytykować i pouczać - " ja to bym..." i - " za moich czasów..." . Przy okazji z zięcia wychodzą ukryte do tej pory wady, a może synowa / córka jakoś nie dorosła do roli ideału...
I tak rodzą się złe emocje, nieporozumienia, które dzielą rodzinę.
Tymczasem rola dziadków, rola ludzi znających życie, mających doświadczenie i wiedzę jest zupełnie inna. Nie powinna polegać na nauczaniu swoich dzieci, bo te
są już przecież dorosłe i ich czas przekazywania mądrości oraz wychowywania już minął.
Teraz ich zadaniem jest dać radość wnukowi (przy okazji sobie samym). Przychodzą wszak w odwiedziny do dziecka, niech więc poświęcą tylko jemu uwagę i swój czas. Niech zabiorą go na spacer do parku pozbierać żołędzie czy kasztany, niech pograją z nim w piłkę, czy po prostu niech pójdą na plac zabaw. Niech biegają z nim i śmieją się z nim.
I niech dużo rozmawiają, bo ono ma mnóstwo pytań. Niech opowiadają o świecie, który jest obok, niech uczą kolorów jesieni lub wiosny, niech czytają bajki i wymyślają nowe, niech oglądają zdjęcia, na których był "taki malutki", niech rysują pokraczne zwierzątka i wysokie zamki. Dzieci to uwielbiają.
Chwile aktywne spędzone z wnukiem procentują także dla nich. Mogą odkryć, że są jeszcze sprawni, potrzebni i mogą coś ważnego dać najbliższym i sobie.
Mogą wyjść naprzeciw światu, zapisać się na pływalnię, albo pojeździć rowerem. Czemu nie? Dobra energia, którą daje im wnuk, może otworzyć wiele możliwości i podsunąć wspaniałe pomysły także na siebie.
Dzięki takiej postawie wnuczek (wnuczka, wnuczki) będzie tęskniło za następną wizytą dziadków, a ich dorosłe dzieci (rodzice ich wnuka) będą wdzięczni za dawaną miłość i uzupełnienie luki wychowawczej, na którą zapracowani i często zabiegani (jak dziadkowie kiedyś) nie mają czasu.
Jakże byłoby pięknie i tak po ludzku, gdyby dziadkowie w stosunku do swoich dzieci żyli wg hasła:
"Pomagajmy ile sił swoim dzieciom, ale nie krytyką, to będziemy mieli wspaniałe wnuki i cudowną rodzinę"
Ojciec trójki dzieci, w tym 3-letnich bliźniaków.
Wnuk powinien być radością, szczęściem, nowym etapem w życiu dziadka / dziadków (dalej będę używał liczby mnogiej). Taki maleńki, bezbronny, ufny, do pogłaskania, przytulania, podziwiania, lecz nie do końca...ich.
Nie, bo jest dzieckiem ich dzieci...
Dziadkowie powinni kochać go z całego serca, przychylać nieba, powinni być dumni i zachwyceni każdym etapem rozwoju, tym bardziej że odpowiedzialność, wychowanie, opieka nie spoczywa na nich - dziadkach. Są z boku, nie na pierwszej linii frontu i - niestety - zdarza się, że przestaje im to odpowiadać. Zaczynają mieć wymagania, zaczynają porównywać, krytykować i pouczać - " ja to bym..." i - " za moich czasów..." . Przy okazji z zięcia wychodzą ukryte do tej pory wady, a może synowa / córka jakoś nie dorosła do roli ideału...
I tak rodzą się złe emocje, nieporozumienia, które dzielą rodzinę.
Tymczasem rola dziadków, rola ludzi znających życie, mających doświadczenie i wiedzę jest zupełnie inna. Nie powinna polegać na nauczaniu swoich dzieci, bo te
są już przecież dorosłe i ich czas przekazywania mądrości oraz wychowywania już minął.
Teraz ich zadaniem jest dać radość wnukowi (przy okazji sobie samym). Przychodzą wszak w odwiedziny do dziecka, niech więc poświęcą tylko jemu uwagę i swój czas. Niech zabiorą go na spacer do parku pozbierać żołędzie czy kasztany, niech pograją z nim w piłkę, czy po prostu niech pójdą na plac zabaw. Niech biegają z nim i śmieją się z nim.
I niech dużo rozmawiają, bo ono ma mnóstwo pytań. Niech opowiadają o świecie, który jest obok, niech uczą kolorów jesieni lub wiosny, niech czytają bajki i wymyślają nowe, niech oglądają zdjęcia, na których był "taki malutki", niech rysują pokraczne zwierzątka i wysokie zamki. Dzieci to uwielbiają.
Chwile aktywne spędzone z wnukiem procentują także dla nich. Mogą odkryć, że są jeszcze sprawni, potrzebni i mogą coś ważnego dać najbliższym i sobie.
Mogą wyjść naprzeciw światu, zapisać się na pływalnię, albo pojeździć rowerem. Czemu nie? Dobra energia, którą daje im wnuk, może otworzyć wiele możliwości i podsunąć wspaniałe pomysły także na siebie.
Dzięki takiej postawie wnuczek (wnuczka, wnuczki) będzie tęskniło za następną wizytą dziadków, a ich dorosłe dzieci (rodzice ich wnuka) będą wdzięczni za dawaną miłość i uzupełnienie luki wychowawczej, na którą zapracowani i często zabiegani (jak dziadkowie kiedyś) nie mają czasu.
Jakże byłoby pięknie i tak po ludzku, gdyby dziadkowie w stosunku do swoich dzieci żyli wg hasła:
"Pomagajmy ile sił swoim dzieciom, ale nie krytyką, to będziemy mieli wspaniałe wnuki i cudowną rodzinę"
Ojciec trójki dzieci, w tym 3-letnich bliźniaków.
sobota, 15 października 2011
Dziwna niemoc nowego rządu
Minął tydzień od wyborów parlamentarnych, a ja dziś słyszę w mediach szumne słowa: "nowy rząd", "dajcie okrzepnąć nowemu rządowi".
Jaki NOWY RZĄD, pytam się???
Przecież to będzie ta sama koalicja: PO - PSL, więc o co chodzi? Wydaje mi się, że w tym wypadku jeśli nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o władzę i pieniądze.
Z drugiej strony - jeśli coś nie grało to czemu premier czekał do wyborów, a nie zmieniał składu na bieżąco? A teraz hasła "Nowy rząd". Nie wiem, czy to bardziej śmieszne, czy może raczej żałosne? Przecież rząd de facto jest ten sam!!! Będą tylko roszady personalne. Żeby partia PIS miała innego prezesa, to obecny premier "padłby z wrażenia" po ogłoszeniu wyników 9-go października. PO przegrałaby wtedy z kretesem. A może nie? Może też sobie doskonale zdaje z tego sprawę? W końcu udawanie, że wszystko jest OK należy do codzienności polityków.
Ale Polacy nie są głupi. Widzą i śmieją się z tego. Tylko że wielu w Polsce nie wierzy, że w polityce zmieni się coś na lepsze. I w tym - niestety - siła polityków.
Trochę to smutne ....
Jaki NOWY RZĄD, pytam się???
Przecież to będzie ta sama koalicja: PO - PSL, więc o co chodzi? Wydaje mi się, że w tym wypadku jeśli nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o władzę i pieniądze.
Z drugiej strony - jeśli coś nie grało to czemu premier czekał do wyborów, a nie zmieniał składu na bieżąco? A teraz hasła "Nowy rząd". Nie wiem, czy to bardziej śmieszne, czy może raczej żałosne? Przecież rząd de facto jest ten sam!!! Będą tylko roszady personalne. Żeby partia PIS miała innego prezesa, to obecny premier "padłby z wrażenia" po ogłoszeniu wyników 9-go października. PO przegrałaby wtedy z kretesem. A może nie? Może też sobie doskonale zdaje z tego sprawę? W końcu udawanie, że wszystko jest OK należy do codzienności polityków.
Ale Polacy nie są głupi. Widzą i śmieją się z tego. Tylko że wielu w Polsce nie wierzy, że w polityce zmieni się coś na lepsze. I w tym - niestety - siła polityków.
Trochę to smutne ....
poniedziałek, 10 października 2011
I po WYBORACH...
Stało się! Mamy nowych starych zwycięzców.
Platforma Obywatelska ma się z czego cieszyć. Ale czy aby na pewno?
Wielu, wielu moich znajomych mówiło, że boi się polityki uprawianej przez lidera PIS i dlatego wybrało "mniejsze zło" czyli PO.
Jestem głęboko przekonany, że gdyby przewodniczącym partii była inna osoba, to PIS pogrążyłby PO. Jestem bardzo ciekawy, jaki byłby wynik ankiety przeprowadzonej wśród polaków na ten temat.
Ja osobiście podziwiałem ludzi, którzy "wyszli" z PIS i utworzyli partię PJN (poza oczywiście panią Joanną Kluzik-Rostkowską), dlatego na nich zagłosowałem.
Może w ciągu najbliższych 4 lat Partia PIS pójdzie po rozum do głowy i wybierze lidera, który poprowadzi PIS do zwycięstwa, bo z obecnym - moim zdaniem - nie ma szans.
Platforma Obywatelska ma się z czego cieszyć. Ale czy aby na pewno?
Wielu, wielu moich znajomych mówiło, że boi się polityki uprawianej przez lidera PIS i dlatego wybrało "mniejsze zło" czyli PO.
Jestem głęboko przekonany, że gdyby przewodniczącym partii była inna osoba, to PIS pogrążyłby PO. Jestem bardzo ciekawy, jaki byłby wynik ankiety przeprowadzonej wśród polaków na ten temat.
Ja osobiście podziwiałem ludzi, którzy "wyszli" z PIS i utworzyli partię PJN (poza oczywiście panią Joanną Kluzik-Rostkowską), dlatego na nich zagłosowałem.
Może w ciągu najbliższych 4 lat Partia PIS pójdzie po rozum do głowy i wybierze lidera, który poprowadzi PIS do zwycięstwa, bo z obecnym - moim zdaniem - nie ma szans.
niedziela, 25 września 2011
Wybory
Niedługo wybory....
Do tej pory zawsze miałem sprecyzowane poglądy i wybraną partię. Na chwilę obecną jednak mam problem czy też może bardziej - dylemat.
No bo jak ja widzę naszą scenę polityczną:
1. PO
Ostatnio głosowałem na PO. Ale partia ta BAAARDZO mnie rozczarowała. Najbardziej dwiema rzeczami:
- edukacja i zmuszenie aby 6-cio letnie dzieci szły do szkoły (mam bliźniaki 2.5 letnie)
- strasznie duże zamieszanie spowodowane przesunięciem znacznej części składki emerytalnej z OFE na tzw. nowo utworzone specjalne subkonto prowadzone przez ZUS. Moim zdaniem jest to zamach na moje pieniądze.
Tym razem więc Platforma Obywatelska odpada
2. PIS
Pamiętam czasy, kiedy ta partia rządziła i byłem porażony tymi intrygami, inwigilacją ludzi, sztucznymi aferami, itp. Miałem wrażenie, że żyję w państwie policyjnym. Obawiam się, że mogłyby wrócić te czasy, gdyby partia PIS wygrała wybory.
Poza tym Partia PIS umorzyła dług partii Porozumienie Centrum (ok. 700 tyś złotych) a wiadomo, kto rządził partią PC...
Na Prawo i Sprawiedliwość więc też nie zagłosuję
3. PSL
Mam wrażenie, że partia ta tylko dlatego utrzymuje się w Parlamencie, że walczy o to aby został KRUS. Wszyscy rolnicy, którzy są na KRUS-ie i nie tylko, bo również inni przedsiębiorcy, taksówkarze itp. opłacający KRUS na pewno zagłosują na PSL. A moim zdaniem jest to niesprawiedliwe.
Więc Polskie Stronnictwo Ludowe odpada.
Pozostaje PJN, Ruch Palikota no i SLD. I co wybrać?
Mam wrażenie, że znów jestem manipulowany.
Spróbuję więc trochę pofantazjować:
Załóżmy, że partia PIS chce rządzić w Polsce. Ale potrzebne są głosy nas, wyborców. Więc partia myśli sobie:
"jak zdobyć głosy?
Możliwa odpowiedź.
"Spróbujmy utworzyć nową partię"
I z małej zadymy powstaje PJN. Ale coś nie wychodzi. Partia balansuje na krawędzi progu wyborczego i pani Joannie Kluzik-Rostkowskiej puszczają nerwy. Ale o tym później. Partia ta ma szansę wejść do sejmu, bo w Polsce jest wielu ludzi zawiedzionych. Jedni mogą myśleć że ktoś w końcu sprzeciwił się prezesowi PIS i zagłosują na PJN. Ale co, jeśli jest to manipulacja, jeśli PIS walczy o dodatkowe głosy mając dwie partie w wyborach?
Może PO zrobiła ten sam myczek i odpaliła Ruch Palikota?
JA SZANUJĘ SIEBIE, MÓJ GŁOS I MOJE PAŃSTWO, DLATEGO PÓJDĘ NA NAJBLIŻSZE WYBORY I ODDAM GŁOS!
Ale jestem skłonny oddać głos na partię spoza układu, który jest promowany przez media.
Pani Kluzik-Rostkowska zachowała się bardzo typowo. Dla mnie jest to jaskrawy przykład tzw. kiełbasy wyborczej - nieważne z jakiej partii, byle tylko w parlamencie. Żeby ta pani kandydowała w moim regionie to namawiałbym wszystkich znajomych do zbojkotowania jej kandydatury.
A tak - pozostaje tylko niesmak co do poczynań tej pani, ale też do zachowania Platformy Obywatelskiej, że przyjęła panią Kluzik-Rostkowską do siebie.
Zainteresowała mnie więc strona: www.niedlapsakielbasa.pl
Może to jest alternatywa?
Do tej pory zawsze miałem sprecyzowane poglądy i wybraną partię. Na chwilę obecną jednak mam problem czy też może bardziej - dylemat.
No bo jak ja widzę naszą scenę polityczną:
1. PO
Ostatnio głosowałem na PO. Ale partia ta BAAARDZO mnie rozczarowała. Najbardziej dwiema rzeczami:
- edukacja i zmuszenie aby 6-cio letnie dzieci szły do szkoły (mam bliźniaki 2.5 letnie)
- strasznie duże zamieszanie spowodowane przesunięciem znacznej części składki emerytalnej z OFE na tzw. nowo utworzone specjalne subkonto prowadzone przez ZUS. Moim zdaniem jest to zamach na moje pieniądze.
Tym razem więc Platforma Obywatelska odpada
2. PIS
Pamiętam czasy, kiedy ta partia rządziła i byłem porażony tymi intrygami, inwigilacją ludzi, sztucznymi aferami, itp. Miałem wrażenie, że żyję w państwie policyjnym. Obawiam się, że mogłyby wrócić te czasy, gdyby partia PIS wygrała wybory.
Poza tym Partia PIS umorzyła dług partii Porozumienie Centrum (ok. 700 tyś złotych) a wiadomo, kto rządził partią PC...
Na Prawo i Sprawiedliwość więc też nie zagłosuję
3. PSL
Mam wrażenie, że partia ta tylko dlatego utrzymuje się w Parlamencie, że walczy o to aby został KRUS. Wszyscy rolnicy, którzy są na KRUS-ie i nie tylko, bo również inni przedsiębiorcy, taksówkarze itp. opłacający KRUS na pewno zagłosują na PSL. A moim zdaniem jest to niesprawiedliwe.
Więc Polskie Stronnictwo Ludowe odpada.
Pozostaje PJN, Ruch Palikota no i SLD. I co wybrać?
Mam wrażenie, że znów jestem manipulowany.
Spróbuję więc trochę pofantazjować:
Załóżmy, że partia PIS chce rządzić w Polsce. Ale potrzebne są głosy nas, wyborców. Więc partia myśli sobie:
"jak zdobyć głosy?
Możliwa odpowiedź.
"Spróbujmy utworzyć nową partię"
I z małej zadymy powstaje PJN. Ale coś nie wychodzi. Partia balansuje na krawędzi progu wyborczego i pani Joannie Kluzik-Rostkowskiej puszczają nerwy. Ale o tym później. Partia ta ma szansę wejść do sejmu, bo w Polsce jest wielu ludzi zawiedzionych. Jedni mogą myśleć że ktoś w końcu sprzeciwił się prezesowi PIS i zagłosują na PJN. Ale co, jeśli jest to manipulacja, jeśli PIS walczy o dodatkowe głosy mając dwie partie w wyborach?
Może PO zrobiła ten sam myczek i odpaliła Ruch Palikota?
JA SZANUJĘ SIEBIE, MÓJ GŁOS I MOJE PAŃSTWO, DLATEGO PÓJDĘ NA NAJBLIŻSZE WYBORY I ODDAM GŁOS!
Ale jestem skłonny oddać głos na partię spoza układu, który jest promowany przez media.
Pani Kluzik-Rostkowska zachowała się bardzo typowo. Dla mnie jest to jaskrawy przykład tzw. kiełbasy wyborczej - nieważne z jakiej partii, byle tylko w parlamencie. Żeby ta pani kandydowała w moim regionie to namawiałbym wszystkich znajomych do zbojkotowania jej kandydatury.
A tak - pozostaje tylko niesmak co do poczynań tej pani, ale też do zachowania Platformy Obywatelskiej, że przyjęła panią Kluzik-Rostkowską do siebie.
Zainteresowała mnie więc strona: www.niedlapsakielbasa.pl
Może to jest alternatywa?
Subskrybuj:
Posty (Atom)